... SĄ JAK ZE SNU
Ponad 150 prac, kilka tysięcy zwiedzających, kilkaset sprzedanych katalogów z reprodukcjami - taki był efekt wystawy rysunków Piotra Sochy. Rysunków, które jak napisała „Polityka” : „(…) łączą groteskę, czarny humor, lekko bajkową atmosferę z wnikliwą obserwacją życia codziennego”.
I może ze względu na to, owe przedsięwzięcie odniosło taki sukces. Jednak sama ekspozycja była momentem kulminacyjnym swoistej akcji „Socha w bibliotece”. Aby doszła ona do skutku trzeba było współdziałania wielu elementów począwszy od pomysłu, poprzez koordynację całości, a na wsparciu sponsorów skończywszy. I to głównie dzięki firmom Oracle Polska oraz Hewlett-Packrad Polska mieliśmy okazję podziwiać dorobek artysty. Zresztą jak stwierdził sam autor: Bez sponsorów, nie zorganizowałbym tej wystawy. Bez nich nie miałbym szans tego zrobić. Jakkolwiek wszystkie elementy zgrały się idealnie i efekt można było podziwiać w Bibliotece Uniwersyteckiej w dniach 8-27 marca 2005 roku..
Pierwsza odsłona wystawy przypadła na 8 marca. Wernisaż otwierający, w galerii przyjemny półmrok, reflektory oświetlają tylko rysunki zawieszone na płótnach. Pośród tego wszystkiego ponad 100 gości - rodzina, artyści, znajomi, prasa, sponsorzy, organizatorzy. Inauguracją wieczoru była, krótka przemowa przedstawicieli firm Oracle oraz Hewlett-Packrad oraz organizatora wystawy fundacji COMMITMENT TO EUROPE arts & business. Niemniej gwiazdą wieczoru był sam rysownik, który między gratulacjami, znalazł czas na rozmowę z każdym, kto chciał z nim podyskutować o sztuce - nie tylko jego własnej.
Wśród zaproszonych gości można było usłyszeć głosy, że ekspozycja była ciekawa i bardzo kolorowa. A jej niezaprzeczalną zaletą był fakt, że pokazano wiele prac. Autor miał w czym wybierać, ponieważ rysował dla większości najbardziej prestiżowych gazet i czasopism w kraju, do których zaliczyć można takie tytuły jak „Przekrój”, „Polityka”, „Newsweek”, „Playboy”, „Gazeta Wyborcza”. Sama wystawa objęła jednak nie tylko prace publikowane w gazetach, ale również te dotychczas trzymane tylko w szufladzie. O dylemacie, jaki miał rysownik podczas wybierania rysunków na potrzeby ekspozycji, może świadczyć wypowiedz Janusza Mierkowskiego (ojca chrzestnego artysty): (…) jest młodym człowiekiem, a dorobek ma już ogromny. Mógłby nim obdzielić kilku artystów. Poza tym jego prace są naprawdę piękne i interesujące.
I rzeczywiście - nawet bardzo wymagające oko nie mogło się nudzić. Rysunki są wspaniałe - stwierdzili Jolanta i Adam Żepczakowie (z galerii Andrzeja Mleczki). Podoba nam się miękka kreska, kolorystyka jest ciekawa. Konwencja niby bajkowa, niby dziecięca, ale tak naprawdę dla dorosłych. Rysunki skłaniają do myślenia, pozwalają na refleksję. I chyba trudno było się z tym nie zgodzić, gdy spojrzało się na niektóre osoby stojące przed pracami, wpatrzone w nie i będących myślami na pewno w innym miejscu niż galeria BUW.
Dla jednych gości wernisaż otwierając był rozrywką. Dominik Themerson (firma Oracle): Wystawa mi się bardzo podoba. Bawi mnie. Jest doskonałą odskocznią od tego, co dzieje się w ciągu dnia. Dzięki niej w niebanalny sposób można się zrelaksować. Inni przyszli do pracy, jednak dla nich wystawa była zaskoczeniem: W zasadzie idąc tu spodziewałem się czegoś innego - poważnych obrazów - Marcin Wziontek, fotoreporter - Okazało się, że byłem w błędzie. Pokazane prace podobają mi się, ponieważ są trochę komiksowe. Według mnie widać na nich, że podczas ich tworzenia do głosu dochodziły różne ciekawe myśli artysty. Niektóre są jak ze snu.
Ten jednak, kto myśli, że wśród gości byli sami entuzjaści rysunku jest w błędzie. Joanna Cieślikowska „Rzeczpospolita”, Marta Rosolska, Agora: Wrażenia bardzo pozytywne. Co nie znaczy, że jesteśmy fankami rysunku. Ale ogólnie - podoba nam się. Można się pośmiać. Poza tym świetnie wydany album.
Wernisaż inaugurujący był dobrą wróżbą dla całej wystawy, czego potwierdzeniem mogą być wpisy w tak zwanej „Księdze skarg i wniosków”, która cały czas trwania ekspozycji była do dyspozycji zwiedzających. Można było tam wpisywać uwagi, spostrzeżenia, opinie czy mini-recenzje obejrzanych prac. Sądząc po minach i nastrojach zwiedzających, można sądzić, że artysta z przyjemnością będzie wracał do lektury księgi.
Sukces wystawy prac Piotr Sochy świadczy o tym, że istnieje potrzeba takich wydarzeń, że w ludziach istnieje potrzeba obcowania z kulturą. Powodzenie ekspozycji, pokazuje też, że owa kultura wcale nie musi być nudna i męcząco poważna. Może przyciągać tłumy. Może bawić, uczyć, uprzyjemniać. Jest dziedziną, która bardziej łączy niż dzieli - o czym świadczyć może to, kto ekspozycję oglądał: studenci, biznesmeni, artyści, dzieci, osoby starsze, obcokrajowcy, turyści.
Cóż, dziś wystawa Piotra Sochy jest tylko wspomnieniem, ale jakim barwnym.
UWAGA!
Od 4 kwietnia 2005 rysunki Piotra Sochy będzie można kupić w jego pracowni na Starym Mieście w Warszawie, przy ulicy Brzozowej 22/ m11 (od poniedziałku do piątku w godzinach 16.00 – 19.00 ).
Katarzyna Krystkiewicz, arts & business connections