17 maja w ponad 30 polskich miastach odbyła się Noc Muzeów. Była to V polska edycja, międzynarodowej akcji kulturalnej, w trakcie której muzea i niektóre instytucje kulturalne udostępniane są do późnych godzin wieczornych, za symboliczną opłatą, bądź za darmo.
Noc Muzeów po raz pierwszy zorganizowana została w Berlinie 14 lutego 1997 r. - udział w wydarzeniu wzięło wówczas 12 muzeów.
Projekt momentalnie stał się fenomenem na europejską skalę. Dziś do akcji włącza się około 120 miast z całej Europy; w tym ponad 30 miast w Polsce.
Jako, że miałam okazję wziąć udział we wrocławskiej „Nocy...” spróbuję opisać wydarzenie z perspektywy stolicy Dolnego Śląska.
Tegoroczny program wydawał się być bardzo obiecujący; i choć „atrakcje” miały oscylować głównie wokół sztuki ognia (w tym wystawa porcelany, aukcja ceramiki, prezentacja toczenia naczyń na kole garncarskim, spotkania i warsztaty z artystą ceramikiem) nie zabrakło także wystaw poświęconych malarstwu, nowym mediom, instalacjom oraz architekturze.
Ogromnym powodzeniem cieszył się – jak corocznie - wrocławski skarb1; do obejrzenia, którego już w 2006 roku odstraszały niewyobrażalnie długie kolejki Wrocławian, ustawione przed głównym wejściem do Ratusza. W tym wypadku poza oczywistymi wartościami artystycznymi, jakie prezentują eksponaty z kolekcji śląskiego złotnictwa do podziwiania wspólnego skarbu zachęcały (bądź też nie) kampanie reklamowe oraz fakt, iż dzieła te zostały wykupione dzięki wspólnemu finansowemu wysiłkowi wrocławskich znamienitości oraz ludzi niezwiązanych na co dzień z biznesem czy polityką. Osobliwa geneza wystawy chcąc nie chcąc stała się jednym z głównych powodów tłumnego nawiedzenia Muzeum Miejskiego (czy w poszukiwaniu artystycznych wrażeń, czy może z innych pobudek - należałoby to rozstrzygnąć w osobnym komentarzu).
Także w bieżącym roku istniała możliwość ponownego spojrzenia na skarb z Bremy, tym razem jako na kolekcję znajdującą się już w stałym repertuarze wystaw Muzeum Miejskiego.
Sponsorem Muzeum jest MPK i Fabryka Porcelany w Wałbrzychu.
Ciekawa konkurencja dla wrocławskiego skarbu pojawiła się w Muzeum Narodowym, które w ramach Nocy Muzeów zorganizowało premierowy pokaz arcydzieł złotnictwa, w tym również nabytków najnowszych. Zobaczyć można było m.in. najcenniejszy okaz z kolekcji: oprawę Biblii wydrukowanej w Norymberdze z 1692 r. W specjalnie zaadaptowanym pomieszczeniu, zwanym muzealnym skarbcem, w przyszłości będą prezentowane eksponaty pochodzące głównie z kolekcji działu metali, przede wszystkim wyroby sztuki złotniczej.
Warto zwrócić uwagę na samą aranżację miejsca. Potraktowane nowocześnie, niewielkie wnętrze zostało pomalowane na czarno, wstawiono w nie sporych rozmiarów gablotę oraz ozdobną szklaną taflę. Całość (na moje oko) ma nawiązywać do konwencji, w jakiej stylizuje się sale muzealne na Zachodzie. Pomimo dużego zainteresowania – w trakcie wydarzenia, Muzeum Narodowe odwiedziło około 7500 osób, a największą ciekawość wzbudzał właśnie skarbiec- wystawa „arcydzieła złotnictwa”... rozczarowywała.
Po obejrzeniu kilku znakomitych precjozów miałam wrażenie, że jest to przedsmak, tego co powinnam dopiero zobaczyć; jednakże ekspozycja zaczynała się i kończyła w małej, przestylizowanej salce kuriozalnie określonej mianem muzealnego skarbca.
Oprócz prezentacji sztuki złotniczej, która według mnie w tegorocznej edycji Nocy Muzeów schodzi na drugi plan, oglądać mogliśmy ekspozycję poświęconą europejskiej porcelanie z kolekcji prywatnej – to w Muzeum Sztuki Mieszczańskiej, z kolei w Arsenale zorganizowano aukcję ceramiki wykonanej przez pracowników i studentów wrocławskiej ASP. Co więcej wystawie porcelany towarzyszyły spotkania z kolekcjonerem oraz warsztaty ceramika, w trakcie których zademonstrowano techniki wykonywania wyrobów ceramicznych. Podobnie w Arsenale, gdzie przez cały wieczór odbywał się cieszący się ogromnym zaciekawieniem pokaz toczenia na kole garncarskim w wykonaniu mistrza Leri Papidze oraz studentów katedry ceramiki i szkła.
Noc Muzeów była również dobrą okazją do wysłuchania bloku wykładów dotyczących historii sztuki i muzealnictwa; ich praktyczna formuła przybliżała zwiedzającym wiedzę na temat muzeum przyszłości; dawnego złotnictwa i stosowanych technik złotniczych, a także ukrytych znaczeń w malarstwie nowożytnym.
Kłócić by się można o to, które muzeum przygotowało najbardziej różnorodny program; osobiście stawiałbym na Muzeum Architektury, które, jak wskazuje sama nazwa, mogłoby skupić się na wystawie ściśle „architektonicznej”; tymczasem zaprezentowało ekspozycje stwarzające możliwość spojrzenia na architekturę z różnych punktów widzenia.
W pobernardyńskim zespole klasztornym obok siebie znalazły się dzieła reprezentujące różne gałęzie sztuki.
Dwudniowa wystawa „Magazyn” składała się z eksponatów pochodzących ze wszystkich działów muzealnych.
Była grafika z wizerunkami miast oraz obiektów architektonicznych; projekty architektoniczne, plany miast, fotografia, kamienne detale architektoniczne, witraże i dzieła rzemieślnicze należące do trwałego wyposażenia architektury.
W sali obok przyjrzeć można się było wystawie indywidualnej „Maćków w MA”, pokazano tu dorobek pracowni Zbigniewa Maćkowa, twórcy projektów znanych i dość kontrowersyjnych wrocławskich obiektów.
Makiety z papierową architekturą cieszyły się ogromnym powodzeniem wśród zwiedzających.
Uwieńczeniem Nocy Muzeów w Muzeum Architektury był pokaz wideoartu – ArchIndustrial połączonego z muzyką elektroniczną; grupy Synta[XE]rror i Haven w nowatorski sposób połączyli architekturę i muzykę. Elektronicznym dźwiękom towarzyszyły wizualizacje inspirowane architekturą nie tylko zabytkową, ale także przemysłową, zapomnianą, często zrujnowaną.
Organizatorzy wieczoru w Muzeum Architektury udowodnili, że wszystkie dyscypliny sztuki przenikają się wzajemnie, zacierają granice tworzone przez człowieka, kooperują ze sobą i często pozostają w nierozerwalnych związkach.
Na zakończenie warto zadać pytanie: jaki jest cel w tworzeniu tak specyficznej imprezy, jaką jest Noc Muzeów? Czy chodzi tylko o promocje muzeów, czy o coś więcej?
Niewątpliwie owo wydarzenie jest jedną z lepszych inicjatyw przejętych z Zachodu. Podkreślić należy jednak, że o ile Berlin, Wiedeń czy Paryż przygotowują na ten wieczór spektakularne wystawy, na które przybywają rzesze turystów, o tyle w Polsce Noc Muzeów ogranicza się do wolnego wstępu na wystawy stałe. Wieczór okraszony jest dodatkowo o mało treściwe ekspozycje czasowe i kilka co ciekawszych wykładów czy warsztatów z artystami.
Taki stan rzeczy usprawiedliwić można faktem, że jesteśmy dopiero na początku drogi do ożywiania pachnącego stęchlizną Dnia Muzealnika.
Pomimo odniesionego przeze mnie wrażenia, że polska Noc Muzeów po trosze kończy się na reklamowych plakatach, za każdym razem zapraszających na „jedyne w swoim rodzaju wydarzenie” sądzę, iż takie wieczory ze sztuką są ważne, aby zapobiegać muzealnemu marazmowi, wprowadzać świeże i kreatywne spojrzenie, uczyć patrzenia na sztukę, a przede wszystkim dzielić się nią.
Pozostaje jeszcze nadzieja, że z biegiem czasu polska edycja Nocy Muzeów rozwinie skrzydła i dorówna poziomowi europejskiemu, oprze się nudnej konwencji na rzecz bardziej ożywczej i zaskakującej atmosfery.
Patroni medialni: TV Wrocław, Polskie Radio 2, Radio Wrocław,
www.sztuka.pl, www.wp.pl;