Wejście do galerii

JAK WYDAĆ PŁYTĘ W EPOCE CYFRYZACJI?

Promocja i wydanie swojej własnej płyty jest coraz trudniejsze. Według IFPI (Międzynarodowej Federacji Przemysłu Fonograficznego) ilość sprzedanej muzyki cyfrowej w 2007 r. wzrosła o 2,1 miliardów dolarów, czyli prawie 40% więcej niż w 2006 r. Co za tym idzie, spada ilość sprzedanych płyt. Jak w takiej sytuacji radzą sobie muzycy? Co zrobić, aby nie tylko wydać płytę, ale i ją wypromować w oryginalny sposób?


Rynek muzyczny rośnie. Budzi on coraz większe zainteresowanie wśród słuchaczy i jest coraz bardziej różnorodny. Liczba sprzedanych magnetofonów, mp3 i telefonów z mp3, a także discmanów, rośnie. Można nawet powiedzieć, że muzyka towarzyszy nam wszędzie. Od podróży do pracy czy szkoły, po pobudkę, czy ułożenie się do snu przy dźwiękach granych przez ulubionego wykonawcę. Wakacje są dodatkowo tym szczególnym okresem, gdy imprezy „pod chmurką”, wraz z na żywo grającymi ulubionymi kapelami i wykonawcami, weszły w Polsce do żelaznego kanonu dobrego wakacyjnego wypoczynku. Nie wspominając o weekendowych grillach, dyskotekach, spotkaniach ze znajomymi. Ale jak, w czasach wszechobecnego Internetu i piractwa, radzą sobie muzycy? Sprzedaż płyt spada, coraz więcej artystów (szczególnie zagranicznych) wykorzystuje Internet do promowania swojej twórczości - warto choćby wspomnieć Brytyjkę Lily Allen.
  
W Polsce promocja artystów coraz częściej zależna jest nie tylko od Internetu i stron takich jak myspace czy youtube, ale również od pomocy sponsorów. Szczególną rolę odgrywają koncerty znanych, przede wszystkim alkoholowych i tytoniowych koncernów, wyznaczających trasy imprez od gór aż po morze. Nieco mniej popularną formą promowania się przed wydaniem własnej płyty, jest znalezienie sponsora. I takich chlubnych wyjątków jest coraz więcej.
Sponsorami stają się wielkie koncerny, firmy odzieżowe, banki czy różnego rodzaju firmy lokalne. Można zostać sponsorem znanego zespołu, jak Raz, dwa, trzy, którego pytę „Młynarski” wydał bank BPH, czy też znanego, lecz raczej w kręgach twórców niezależnych, zespołu Lao Che, z ostatnią płytą Gospel na czele. Innym oryginalnym sposobem promocji, jest nagranie własnej płyty podczas koncertu w teatrze Śląskim, szczególnie, gdy jest to muzyka zaliczana do kręgu alternatywnych, jak „Pendragon”, Galahad” czy „Satellite” (wytwórnia Metal Mind Productions).
 
Wspomniany wcześniej zespół Lao Che jest zaliczany do kręgu niezależnych. Jego trzon stanowią: Hubert Dobaczewski, Mariusz Denst, Michał Jastrzębski, Rafał Borycki, Filip Różański, Jakub Pokorski oraz Marek Dzierżanowski.  Managerem zespołu jest Rafał Kołaciński. Zespół Lao Che wydał jak dotąd trzy płyty, Gusła (2002), Powstanie Warszawskie (2005) oraz, ostatnio, Gospel (2008), która została wydana dzięki sponsorowi, koncernowi naftowemu PKN Orlen.

Jak zdobyć sponsora i czym kierować się podczas poszukiwań – rozmawiałam z Rafałem Kołacińskim, managerem zespołu.
 


Czy obecnie w Polsce trudno jest wydać płytę? Co, oprócz dobrego pomysłu i zespołu, jest niezbędne, żeby ją wydać?
 
Z rynkiem muzycznym jest trudna sytuacja. Internet i format mp3 w ogromnym stopniu ograniczają sprzedaż oryginalnych nośników. Można zaryzykować stwierdzenie, że wydanie płyty CD obecnie, jest w pewnym sensie świadomym narażaniem się na straty. Chodzi mianowicie o to, że sam rynek jest niestabilny i niepewny – pewne zjawiska są trudne do przewidzenia. Nakłady, w jakich sprzedają się płyty, są niestety bardzo niskie w porównaniu z tymi, jakie sprzedawały się na początku lat dziewięćdziesiątych.  Jest też jedna rzecz, o której należy pamiętać – ceny płyt w sklepach spadają, podczas gdy koszty produkcji: tłoczenie, koszty papieru i dystrybucji – rosną.

Wasza ostatnia płyta, Gospe”, została wydana dzięki dużemu koncernowi naftowemu. Czy trudno jest znaleźć sponsora? Jak można przekonać firmę do współpracy?


Nie do końca. Wkład koncertu naftowego w pewien sposób pozwolił nam spokojniej myśleć np. o studiu nagraniowym czy też opłaceniu kosztów realizatora dźwięku.  Muszę przyznać, że ze sponsorami jest bardzo ciężko. Nie ma wcale tak wielkiego pola manewru, szczególnie, jeśli nie chce się brać pod uwagę sponsorów z kręgu produktów tytoniowych i alkoholowych. Ponadto poruszamy się poza tzw. mainstreamem, czyli w wielu wypadkach nie wchodzimy w obszar zainteresowania potencjalnych sponsorów.

Czy poszukujecie również sponsorów na inne wydarzenia, jak np. koncerty?

Nie. Przygoda ze sponsorami i płyta Gospel wiązała się głownie z tym, że studia, w jakich powstała płyta, były dosyć drogie, a praca czasochłonna. W przypadku koncertów, póki co, nie mieliśmy potrzeby korzystać z pomocy sponsorów.

Czy ma Pan jakieś rady dla innych zespołów, muzyków i ich managerów, które mogłyby pomóc podczas poszukiwania odpowiedniego sponsora?

 Z doświadczenia wiem, że w pierwszej kolejności trzeba rozejrzeć się w swoim najbliższym otoczeniu. Po pierwsze, można bezpośrednio trafić na osoby odpowiedzialne za PR i sponsoring w dużych, i mniejszych firmach. Po drugie, możemy trafić na pasjonatów, którzy chociaż w części będą chcieli wesprzeć nasze działania. Aż w końcu przychodzi czas, by wysłać oferty do wszystkich potencjalnie zainteresowanych firm, fundacji, osób.  Pamiętajmy o tym, żeby jasno nakreślić sponsorowi korzyści za swojej inwestycji, gdyż często sama twórczość naprawdę może niewiele znaczyć dla naszego sponsora. Zdarzają się oczywiście wyjątki...

Dziękuję za rozmowę.
Kamila Mielczarek 

 

Szukaj
Logowanie

Raport
Raport z ostatnich badań sponsoringu kultury i sztuki opracowany przez Fundację COMMITMENT TO EUROPE arts & business - kto sponsoruje? co sponsoruje? dlaczego sponsoruje?jak postrzegany jest sponsoring?
więcej »
Ankieta
Działalność prokulturalna firmy, w której pracuję:

Wpływa na moją sympatię do niej
 26%

Jest jednym z powodów, dla której w niej jestem
 43%

Jest niepotrzebnym wydawaniem pieniędzy
 6%

Wpływa na moją kreatywność
 11%

Daje mi wymierne korzyści
 9%

Jest mi obojętna
 6%


Copyright 2003-2010 COMMITMENT TO EUROPE arts & businessDeveloped by 305 Studio