Z Pawłem Jaskanisem, dyrektorem Muzeum Pałac w Wilanowie, rozmawia Marta Sztokfisz.
Po ulicach Warszawy krążyły tego lata sobowtóry Chopina? Jak Pan ocenia taką promocję stolicy i czemu ona służy?
Jako spec od wizerunku instytucji – choć wizerunek Wilanowa wymaga jeszcze wielu starań – jestem przeciw. Nie można tworzyć fałszywych wizerunków, bo w ten sposób zaciera się podstawowy. Wartości kultury nie można multiplikować. Ona jest jedna. Nie sądzę, aby pokazywanie charakterystycznej twarzy artysty w różnych wydaniach popularyzuje twórczość Chopina. W XVII i XVII wieku przedstawiano i dyskutowano o sztuce za pomocą pojęć abstrakcyjnych. I to był kod zrozumiały. Teraz spadliśmy do poziomu ludowego festynu, ukrywamy się za maskami, kiedy nie potrafimy powiedzieć czegoś z odkrytą twarzą. Dla mnie jest to obcy sposób myślenia, kojarzę go wyłącznie z zabawą . Homo ludens i Chopin jakoś mi nie współgrają.
A Pałac w Wilanowie - czy jest platformą wspólnych przedsięwzięć kultury i sztuki oraz biznesu? Myślę zwłaszcza o sponsoringu placówki o historycznym znaczeniu – naszej narodowej, kulturalnej wizytówki.
Muzeum z definicji, a zwłaszcza muzeum rezydencjalne, jest przybytkiem muz - instytucją, w której mogą być obecne wszystkie formy działania artystycznego - w Wilanowie dobrane do genius loci. Minione pokolenia artystów współtworzyły to miejsce. Współcześni mogą podejmować dialog w harmonii z tradycją – w jej poszanowaniu. Muzeum Pałac w Wilanowie popiera różne formy współczesnej aktywności artystycznej, ale nie jest zainteresowane tymi eksperymentami, które negują lub mogą negować wartość miejsca. Eksperymenty takie kreują ich twórcę kosztem miejsca i wartości przez nie reprezentowanych, a więc mijają się z celami statutowymi instytucji - m.in. opieką dziedzictwa wilanowskiego.
Ta opieka jest kosztowna. Sponsoring byłby zapewne nie tylko mile widziany, ale wręcz potrzebny.
Na co dzień jest obecny w pałacu i jego ogrodach, ale na skalę znacznie mniejszą niż nasze oczekiwania. Tzw. marka pałacu jest na tyle historycznie mocna, że wielu potencjalnych sponsorów boi się krzyżowania z własnym brandem. Wolą raczej myślenie o nakładaniu swojej marki np. na pałac, czyli jego zasłonięcie częściowe lub całkowite. Na taką formę dominacji nie mogę się zgodzić, ponieważ byłoby to sprzeczne z obowiązkami muzeum wobec zabytków, w tym z zasadą ich udostępniania publiczności. Podnoszenie wartości wizerunku i miejsca, i muzeum przez prowadzone od kilku lat konserwacje spowodowało znaczny wzrost frekwencji w latach 2002-2006, ale niewielkie zainteresowanie sponsorów. Wyłoniła się natomiast nieliczna grupa stałych partnerów, z którymi mogłem realizować wspólne projekty. Partnerstwo w muzeum rozumiem jako poczucie wspólnoty w realizacji wspólnych celów marketingowych i formę wyższą sponsoringu od protekcjonalnego z istoty mecenatu (abstrahuję tu od terminologii używanej w konkursach z zakresu mecenatu). Ostatnio muzeum realizuje mniej wystaw, zatem i wsparcie jest mniejsze. Każdy grosz przeznaczamy na konserwację pałacu. Ta forma aktywności nie cieszy się jednak zainteresowaniem sponsorów. Mimo dużej frekwencji (ok. 1 mln w roku twz. obecności na terenie muzeum) marginalne położenie pałacu w stosunku do głównych ulic Warszawy powoduje, że w schematycznych ocenach ofert sponsorskich, a takie dominują, lokalizacja w Wilanowie nie jest doceniana.
Dziękuje za rozmowę.