Wejście do galerii

Jazda na wyższych biegach

Wywiad z Maciejem Bardanem, Prezesem Zarządu Kredyt Banku.

Materiał powstał na podstawie rozmów towarzyszących realizacji projektu
BIZNES W OBIEKTYWIE - LIDERZY BANKOWOSCI, przeprowadzonych przez Fundacje COMMITMENT TO EUROPE arts & business oraz firmę doradczą Delloite.

Co Pan czuł, podejmując pierwszą pracę w bankowości?

 Ulgę, że jestem nareszcie w poważnej, międzynarodowej organizacji. Citibank rozpoczynał działalność w Polsce i szukał ludzi, a ja chciałem wejść na drogę poważnej kariery. Po studiach, trochę przez przypadek, trafiłem do Centrali Handlu Zagranicznego, ale nie było tam perspektyw dla mnie. Praca przy międzynarodowych operacjach handlowych była marzeniem każdego absolwenta SGPiS. Jednak szybko okazało się, że to nie zawód, który chciałbym wykonywać. Postanowiłem szukać bardziej stabilnego zajęcia, aż trafiłem do Citibanku. I tak zaczęła się moja kariera bankowa.

Ciężko było pracować na nową karierę?

Początkowo tak. Nigdy wcześniej nie byłem na Zachodzie i mój angielski nie był genialny. A w pracy był niezbędny. Pamiętam, jak pierwsze memo ze spotkania pisałem pół nocy. Szef pokreślił mi całą kartkę, niemal wszystko napisał od nowa, a na koniec powiedział: good job. To był Reza Ghaffari, który odpowiadał za ryzyko, a dla Polaków zatrudnionych w Citibanku był mentorem i guru całej bankowości. Chodziliśmy do niego nawet z trywialnymi problemami. Dla mnie dziewięć lat pracy w Citibanku to była najlepsza szkoła bankowa na świecie.

Czego się Pan nauczył podczas fuzji Citibanku z Bankiem Handlowym?

To było zderzenie różnych kultur. My i oni. Ludzie z Citi byli bardziej nastawieni na zmiany, ludzie z Handlowego nie brali nas poważnie. Pamiętam, jak prowadziłem serię szkoleń dla pracowników bankowości korporacyjnej Handlowego. Mam mocny głos i nie potrzebuję mikrofonu, żeby mówić do stu osób. Na sali wytworzyła się taka atmosfera, że prawie wszyscy przestali mnie słuchać i gotowi byli wyjść. Musiałem się wycofać, zmienić ton, by ich zatrzymać, bo jeszcze miałem dwa dni wykładów. Pomyślałem sobie: stary, jak będziesz jechał tak ostro, zostaniesz sam. Musisz zmienić sposób prezentacji i – de facto – siebie samego, by dotrzeć do tych ludzi. Udało się, bo byłem przekonany do zmian.

Raiffeisen to było pierwsze poważne wyzwanie zarządcze?

Nie, pierwsze było niewątpliwie w Citi. Przejście do Raiffeisena nie wiązało się z tym, że nagle dostrzegłem jakąś szansę dla siebie. Raczej dlatego, że w CitiHandlowym osiągnąłem już wszystko, co mogłem. Spotkałem się z Jeffem Millikenem, CEO Raiffeisena, który zaproponował mi pracę. Milliken chciał zmienić bank i byłem mu do tego potrzebny. Zostałem członkiem zarządu, zajmowałem się ryzykiem, finansami i controllingiem. Po trzech miesiącach Milliken odszedł z banku. Dopiero po objęciu stanowiska prezesa przez Piotra Czarneckiego poczułem, że razem jesteśmy w stanie rzeczywiście zmienić ten bank. Byliśmy zgranym zespołem.

Teraz pora na zmiany w Kredyt Banku, już w roli CEO.

To pierwsze miesiące mojej pracy i jeszcze uczę się tej instytucji. Kiedy spojrzymy na grupę KBC w Polsce, to nie wiem, czy jest w kraju druga tak potężna maszyna finansowa. Kredyt Bank, Warta, Żagiel, fundusze inwestycyjne, firma leasingowa – wszystkie usługi finansowe od A do Z. I z jakichś przyczyn ta potężna maszyna nie może wrzucić wyższego biegu. Ona jedzie, ale za wolno. Rozpoznałem już parę przyczyn tego zjawiska, ale docelowo chciałbym jechać przez rynek w takim tempie, jakiego oczekują właściciele i klienci.

LUBIĘ SIĘ ŚCIGAĆ

fot. Anna Orzeszko i Piotr JedwabnyZ czym kojarzy się Panu woda?

Z łódką. Na wodzie muszą być jeszcze trzy boje. Jak je zobaczę, zaczynam się ścigać, bez względu na to, z kim konkuruję w tych regatach. Od kilku lat każdą wolną chwilę spędzam na żaglówce. Jest mała, więc mogę ją wszędzie ze sobą zabrać. Raz nawet pojechałem z nią do Normandii i Bretanii, ale najczęściej jeżdżę nad Zegrze i Zatokę Pucką.

Jak się nazywa?

W żeglarstwie regatowym nie nazywa się łódek imionami własnymi, bo to jest sprzęt sportowy, który niszczy się w wyniku ciągłego używania i trzeba go zmieniać, a jak się czemuś nada nazwę, to się człowiek przywiązuje. Pływam na laserze. To najmniejszy jacht klasy olimpijskiej. Cztery metry długości, siedem metrów żagla.

Wygrywa Pan regaty?

W dzieciństwie wyczynowo trenowałem żeglarstwo. W każdą niedzielę jechałem zieloną linią nad Zegrze, ale nie miałem wielkich sukcesów. Jeden sezon wystąpiłem w kadrze Warszawy. Wróciłem do tego sportu po latach i wiem, że nie wygram z chłopakami w wieku mojego syna. Jak nie jestem ostatni, to już jest gigantyczny sukces. Ostatnio byłem przedostatni, a później czwarty od końca, więc robię postępy. Można powiedzieć, że jestem mistrzem w swojej klasie wiekowej. Jestem naturą konkurencyjną, więc lubię się ścigać.

Gdzie jeszcze się Pan ściga?

Na nartach. Tu mam lepsze wyniki. W zawodach grupy KBC w Polsce byłem drugi, po koledze z Warty. W górach spędzam najwyżej dwa tygodnie w roku. Zresztą najczęściej wybieram wtedy samotną jazdę poza szlakami w Alpach. Widzę te białe przestrzenie, gdzie nie ma ludzi, zwały śniegu i lodu, rozpadliny. Biorę przewodnika, który zna trasę i wyjeżdżamy w absolutnie księżycowy krajobraz. Puch po pas, szreń łamliwa, jazda po wodzie. To są dosyć wymagające zjazdy.

Jest Pan raczej samotnikiem?

Kiedyś byłem bardziej towarzyski, teraz najlepiej wypoczywam samotnie. Żona i syn nie lubią sportów wodnych, a córka woli jeździectwo, więc najczęściej pływam sam. Teraz wspólnie z kolegą kupiliśmy trzyosobową łódkę wyścigową, która przy wietrze 7-8 stopni w skali Beauforta płynie do 22 węzłów ze spinakerem, i zamierzamy ją wypróbować.

A jak ocenia Pan młode pokolenie w bankowości?

Mają większe ambicje, ale mniejsze możliwości niż my mieliśmy, dlatego napotykają w swojej karierze na bariery. Dziś nie wystarczy znać dobrze angielski, bo wszyscy znają, być rzutkim, bo wszyscy tacy są. To, czego im zazdroszczę, to poczucia własnej wartości, większego dystansu do pracy, a ja, jak się czymś zajmę, to zawijam rękawy i zapominam o wszystkim.

Ma Pan jakiś plan B na życie?

Całe życie mieszkałem w Warszawie. Jestem bardzo związany z Zalesiem Górnym, ale niestety wiele rzeczy mi się tu nie podoba. Może spróbowałbym działać w lokalnych społecznościach? Tyle jest tu do zrobienia.

Autorzy zdjęć: Anna Orzeszko i Piotr Jedwabny

Szukaj
Logowanie

Raport
Raport z ostatnich badań sponsoringu kultury i sztuki opracowany przez Fundację COMMITMENT TO EUROPE arts & business - kto sponsoruje? co sponsoruje? dlaczego sponsoruje?jak postrzegany jest sponsoring?
więcej »
Ankieta
Działalność prokulturalna firmy, w której pracuję:

Wpływa na moją sympatię do niej
 26%

Jest jednym z powodów, dla której w niej jestem
 43%

Jest niepotrzebnym wydawaniem pieniędzy
 6%

Wpływa na moją kreatywność
 11%

Daje mi wymierne korzyści
 9%

Jest mi obojętna
 6%


Copyright 2003-2010 COMMITMENT TO EUROPE arts & businessDeveloped by 305 Studio