Z doktor Magdaleną Łopuszyńską, właścicielką Gabinetu Kosmetyki Lekarskiej Bella, rozmawia Marta Sztokfisz
Do doktor Łopuszyńskiej przyszłam z polecenia koleżanki. W gabinecie ładna, kobieta, świetne ciuchy, makijaż… 
Spojrzała na moje ramię i rzeczowo zdiagnozowała:
- Półpasiec. Kiedy wypisywała receptę, nie omieszkała skomentować mojego zaskoczenia swoim wyglądem. - Nie tylko pani myśli, że dermatolog ma być szary, brzydki, bez gustu.
Od tego dnia, a był to w Polsce schyłek socjalizmu, cała moja rodzina i przyjaciele szukają ratunku na problemy dermatologiczne u doktor Łopuszyńskiej. Niektóre koleżanki upiększają się u niej permanentnie.
A ona się rozwija jako lekarz, kobieta biznesu i człowiek.
Założyła w Warszawie gabinet kosmetyki lekarskiej. Z Hotelu Mertopol przeniosła się do snobistycznego biurowca przy Pięknej 20. Jej Bella znana jest także w środowisku celebrities. Żeby się do niej dostać, trzeba czekać miesiąc, ale w gabinecie przyjmują pacjentów również inni lekarze.
Czytelnicy mogą nie uwierzyć, że kobieta osiąga sukces zawodowy, a jednocześnie ma szczęśliwą rodzinę, dobrze wygląda i nie narzeka na przemęczenie.
Wyjątkowe geny? Żelazna dyscyplina, nadzwyczajna organizacja?
Mam coś chyba w genach. I dużo wewnętrznej siły. Jestem dobrze zorganizowana – czasem myślę, że aż za bardzo. Może powinnam być bardziej spontaniczna, ale ponieważ odpowiadam za tyle spraw, lubię mieć wszystko poukładane. Nie zajmuję się zakupami ani pracami domowymi. Ktoś mnie w tym wyręcza.
Plan działania jest potrzebny w każdym biznesie, także lekarskim?
Zaczynałam skromnie - od dwóch stanowisk kosmetycznych, gdzie wykonywano proste zabiegi: nawilżanie, ujędrnianie - bez drogiego, skomplikowanego sprzętu. Kiedy wkroczyły do Polski zachodnie firmy kosmetyczne z ofertą profesjonalnego sprzętu, zaczęłam powolutku inwestować.
Sam sprzęt niczego nie załatwi. W czym tkwi tajemnica zawodowego sukcesu?
Jestem lekarzem dermatologiem i lekarzem medycyny estetycznej. Zanim do pracy przystąpi kosmetyczka, obsługuję każdego pacjenta i ordynuję odpowiednie dla niego zabiegi. Ponieważ ustalam dobre programy, pacjenci są zadowoleni. To oni są gwarancją mojego sukcesu. Wystarczy, że wyleczę nastolatka z trądziku, i już mam u siebie tłum jego kolegów.
Jestem lekarzem z 25 letnią praktyką. 15 lat pracowałam w szpitalu, a od 11 lat działam w prywatnej służbie zdrowia.
Znamy się od lat. Czy słusznie się obawiam, że jest pani uzależniona od pracy?
Ta praca to moje hobby, moja pasja, a nie miejsce, gdzie muszę zarabiać. Przechodzę z gabinetu do gabinetu, obsługuję pacjentów leżących na łóżkach, a także swoich, którzy napływają bez żadnej przerwy i jeszcze konsultuję. Nawet przy recepcji, gdy nie ma wolnego gabinetu.
Inny lekarz miałby już niesprawny kręgosłup.
Też robiłam sobie piętnastominutową przerwę gdy miałam problemy z dyskiem. Przestałam jednak, ponieważ podchodzili do mnie pacjenci i podczas tego kwadransa musiałam kilka razy zeskakiwać z łóżka.
Wszystko musi mieć pani pod kontrolą?
Nawet mój profesor, znakomity fachowiec nie radził sobie z pewnymi problemami. Bo jak np. zlikwidować pęknięte naczynka krwionośne czy plamy na skórze, jak nie mamy sprzętu? Teraz stanowi on niezbędne, nowoczesne uzupełnienie profesjonalizmu. Jest reklamowany w prasie i telewizji, więc kiedy przychodzi pacjentka, wie czego chce. Np. laser, thermaklinik, fale radiowe…
Czasem pacjenci przesadzają z tym upiększaniem, odmładzaniem.
Nie wykonuję wszystkiego, co sobie życzą. Robię tylko te zabiegi, które przyniosą pożądany efekt. Jeśli młoda dziewczyna chce, by jej zagęścić kolagen, tłumaczę, że za thermaklinik zapłaci 600 zł, a nie zauważy efektu, bo jej kolagen i tak jest gęsty. Taki zabieg jest natomiast bardzo korzystny dla starszej kobiety. Niedawno osiemdziesięciolatka, która miała na twarzy siatkę zmarszczek i bruzd prosiła, by ją odmłodzić – szła na ślub wnuczka. Radykalnej poprawy nie mogła się jednak spodziewać. Uzbierane pieniążki poradziłam wydać na coś innego.
Nadal się pani dokształca?
Naturalnie. Niedawno skończyłam szkołę medycyny estetycznej. Dwa razy w roku jestem na zagranicznych kongresach poświęconych tej dziedzinie. Poznaję nowe trendy. Nie jesteśmy w Polsce opóźnieni, wszystkim się posługujemy, w naszych gabinetach jest to, co oferują renomowane gabinety światowe.
Jakie zabiegi są najmodniejsze?
Odmładzanie skóry techniką fal radiowych, a także złuszczanie naskórka kwasami medycznymi. Sporo kobiet docenia walory lasera IBL, który jest kombajnem i świetnie działa na włosy, plamy, naczynia, napięcie i elastyczność skóry...
Kiedy się przekonałam, jak świetny jest makijaż permanentny, upiększam nim kobiety. Kieruję się bowiem zasadą: oferuję tylko takie zabiegi, z których sama korzystam. Nie wprowadzę np. kolczykowania ciała, tatuażu piersi. Stawiam na profilaktykę anty starzeniową.
Firmy produkujące sprzęt czy kosmetyki walczą o to, żebym się zainteresowała ich produktami. Niektóre rzeczy dają mi nawet na próbę – żebym się wczuła, zakochała, bo jak je kupię, natychmiast zrobią to gabinety konkurujące z Bellą. Taka renoma w środowisku bardzo mnie cieszy.
Można się odmłodzić bez interwencji chirurga?
Na pewno, ale tylko do momentu, kiedy nie ma nadmiaru skóry. W Belli przygotowujemy pacjentki do operacji plastycznych, a także uczymy, jak dbać o skórę po zabiegu, by nie było siniaków i szybciej postępowało gojenie. Przy wiotkiej, cienkiej skórze operacja jest przeciwwskazana.
Jakich lekarzy pani u siebie zatrudnia?
Wybieram dobrych specjalistów, którzy kierują się takimi zasadami jak ja: nie oszukają, nie namawiają na niepotrzebną operację czy zabieg. Nie zrobią też bez zastanowienia tego, co chce pacjent.
Popularny jest botoks. Żeby dobrze wyglądać, trzeba go aplikować dwa razy w roku. A co później, kiedy mnie już nie będzie stać na takie zabieg?
Do wygładzania zmarszczek jest idealny - łatwy do zastosowania, niekłopotliwy. Jeśli robimy go przez 5 lat, a potem zabraknie nam pieniędzy, w tym czasie skóra i tak zdąrzyła się wygładzić. Tak szybko się nie pomarszczy. Nie ma zabiegu, który rozleniwia skórę – każdy jej coś daje. Dbajmy więc o nią, zapobiegajmy starzeniu, bo jak zdegradują się włókna kolagenowe, będzie za późno.
Kto się u pani leczy i odmładza?
Głównie klasa średnia. Leczymy młodzież z trądziku. Zabiegi medycyny estetycznej, modne kiedyś w świecie show bussinesu, weszły pod strzechy.
Wspiera pani jakąś dziedzinę sztuki, w coś inwestuje?
Głównie w malarstwo oraz grafikę – w tych twórców, których prace jeszcze się nie przebiły na świtowy rynek, a zachwycają mnie kolorem, ciekawą formą… Staram się wspierać ludzi utalentowanych.