Z Marcinem Michrowskim, dziennikarzem Programu I Telewizji Polskiej, rozmawia Marta Sztokfisz
Telewizja, najbardziej uwodzicielskie medium, to twoje pole zawodowego działania. Jaki masz udział w „Kawie czy Herbacie”?
„Kawa czy herbata ?” to już przeszłość, doskonała szkoła telewizyjna ,która trwała 7 lat . Dała mi możliwość współpracy ze świetnymi dziennikarzami - Iwonką Schymalla, Agnieszką Rosłoniak, Jerzym Kisielewskim. Ale po latach pora na zmiany, więc teraz redaguję rubrykę prawną i ekonomiczną w programie „Dzień dobry w sobotę” oraz przepytuję gwiazdy naszego show bussinesu, jaki mają sposób na relaks i zdrowie w programie „Alchemia zdrowia i urody” w TVP Info. Jestem również związany z Działem Oprawy i Promocji TVP 1, którego szefowie, Witold Stanisławski i Marta Wróbel, dają mi ciekawe zadania, ostatnio np. promowałem polski finał Konkursu Eurowizji.
Zawsze chciałeś pracować w telewizji?
Tak, zdecydowanie. Kocham ludzi, podróże, nowe miejsca i spotkania, a to wszystko daje mi właśnie praca w telewizji i na estradzie. W dzieciństwie nie lubiłem rannego wstawania, tego powtarzającego się stale rytmu: szkoła, lekcje, niedziela i znowu to samo. Dzisiaj mój każdy dzień , tydzień to nowe wyzwania, realizacje .Praca w biurze, przy biurku - nawet największym - to nie na mój temperament.
Prowadząc programy estradowe, przeskakujesz na inną wyspę. Wyżywasz się w roli showman, czy najzwyczajniej w świecie lubisz artystów, z którymi jeździsz po Polsce i świecie?
Kocham i estradę i artystów, z którymi pracuję i pracowałem. Pojechałem na tzw. trasę koncertową po roku pracy na Woronicza. Zosia Czernicka poprosiła mnie o nagłe zastępstwo i tak się zaczęło. Traktuję to zajęcie bardzo poważnie, bardzo je lubię , niezależnie czy prowadzę koncert w Bibliotece Gminnej na Śląsku czy Polską Galę Gwiazd w Toronto. Estrada to także przyjaźnie z całą plejadą artystów od Izy Trojanowskiej , Alicji Majewskiej przez Kabaret Pigwa po Stachurskyego.
Dużo Cię ostatnio na estradach na Ursynowie, ale i na Śląsku.
Tak. Od jakiegoś czasu prowadzę kameralne spotkania i koncerty ze znanymi i lubianymi w Ursynotece .Całą plejadę gwiazd udało mi się tam zaprosić np. Krzesimira Dębskiego, Irenę Jarocką i Ewę Wiśniewską i wielu innych wspaniałych twórców. Prowadzę również Klub Smakosza - w marcu odbędzie się np. spotkanie z panią Katarzyną Łaniewską .Kameralne spotkania z gwiazdami w Dworku w Dobieszowicach na Śląsku tak naprawdę są masowe. Na ostatnie z Anią Guzik, mimo nawałnicy i mrozu, przyszło ponad 400 osób. Zawsze jest uroczo.
Robisz też reportaże. Trudno ci zebrać na nie środki? Polski biznes jest twoim zdaniem odpowiedzialny za kulturę i sztukę?
Tak, udało mi się zrealizować klika reportaży dla TVP Polonia I TVP 1. Podobały się, były wielokrotnie powtarzane .Przedstawiały Polaków, którym udało się odnieść sukces za granicą – od pani Kasi Bober – Królowej pierogów z Chicago, przez Kabaret pod Bańką z Toronto, po wizytę z kamerą w domu u pana Jarosława Abramowa Newerlego .W ostatnim roku przygotowywałem reportaże z Wystawy Expo w Saragossie i z Roku Kultury Polskiej w Izraelu. Środki przeznaczone na realizację tych materiałów pochodziły z TVP. Ale wiem, że wielu kolegów nie jest w stanie zrealizować swoich pomysłów bez sponsorów.
No tak, z tą hojnością, a nawet odpowiedzialnością, nie jest dobrze. Jest szansa na większe zaangażowanie biznesu?
Przyjaźnię się z wieloma twórcami. Widzę z jakim zapałem, ale i trudem starają się pozyskać środki na realizację e swoich filmów, spektakli teatralnych, wystaw... Nie wiem, czy w dobie kryzysu ekonomicznego ich wysiłki nie spełzną na niczym. Obym się mylił. Biznes zajęty ratowaniem swojej egzystencji nie może się odwracać od wartości duchowych i artystycznych. Powinien je wspierać.