Wejście do galerii

Zawsze angażuję się na 110 procent

SkrzypekSŁAWOMIR SKRZYPEK - PREZES NARODOWEGO BANKU POLSKIEGO

 

Materiał powstał na podstawie rozmów towarzyszących realizacji projektu BIZNES W OBIEKTYWIE - LIDERZY BANKOWOSCI, przeprowadzonych przez Fundacje COMMITMENT TO EUROPE arts & business oraz firmę doradczą Delloite

 

Dlaczego wybrał Pan finanse?

Ekonomia zawsze była w sferze moich zainteresowań, ale mój wybór drogi zawodowej nie był suwerenny. Po wyjściu z więzienia, gdzie osadzono mnie zaraz po maturze z mocy dekretu o stanie wojennym, miałem wilczy bilet. Dzięki temu, że byłem dwukrotnym laureatem olimpiady fizycznej, mogłem łatwiej otrzymać indeks na Politechnice Śląskiej i tylko dzięki odważnej postawie dziekana Wydziału Budownictwa rozpocząłem studia na tej uczelni. Na Śląsku jakakolwiek działalność opozycyjna budziła agresję ze strony tamtejszego establishmentu.

 

Był Pan dobrym uczniem?

Zarówno w szkole podstawowej jak i w liceum miałem świadectwa z biało-czerwonym paskiem. Co prawda na budownictwie miałem poważne problemy z powodów, o których przed chwilą mówiłem, ale wszystkie  późniejsze kierunki – administrację publiczną, bankowość, MBA w Wisconsin La Crosse czy Business Management w Georgetown kończyłem z wyróżnieniem. Żałuję tylko, że nie dokończyłem pisania doktoratu. Przerwałem prawie gotową dysertację, żeby wyjechać na stypendium zagraniczne do Stanów Zjednoczonych. Po powrocie z Ameryki trafiłem do pracy w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska, gdzie było tyle do zrobienia i naprawienia, że praca zawodowa całkowicie mnie pochłonęła.

 

Co udało się naprawić w NFOŚ?

Procedury, które zastałem, były niejasne i nietransparentne. Kryteria rozpatrywania wniosków były nieczytelne. Wdrożyłem więc modele, kierując się metodologią Thomasa L. Saaty’iego, sprowadzające się do zobiektywizowania procesów decyzyjnych. Gdybym nie zajął się wówczas praktycznym wprowadzaniem tych zasad, miałbym więcej czasu na teorię… i doktorat; ale ja tak nie potrafię. Zawsze w pracy angażuję się na 110 procent swoich możliwości.

 

Ale nie wiąże się Pan z jedną instytucją na całe życie?

Wystarczy w miarę przewidywalna perspektywa. Z NBP nie można wiązać się na całe życie, gdyż ustawodawca dopuszcza tylko dwie kadencje. Obecna kończy się w 2013 roku. W przyszłości chciałbym znaleźć się tam, gdzie najpełniej zostanie wykorzystana moja wiedza i kompetencje.

 

Czy jako prezes NBP czuje się Pan architektem gospodarki w skali makro, czy raczej szefem dobrze

prosperującej firmy?

 

Działam zarówno w skali mikro jak i makro. Gdy obejmowałem stanowisko wiceprezydenta m.st. Warszawy, miałem marzenie, żeby nasza stolica stała się centrum finansowym Europy Środkowo-Wschodniej. Znalazło to nawet odzwierciedlenie w aktualnej do dziś strategii dla miasta stołecznego Warszawy przygotowanej pod moim kierunkiem. W zarządzaniu stawiam na pracę zespołową, staram się angażować ludzi, ale nie mam problemów z szybkim podejmowaniem samodzielnych decyzji. Teraz w NBP organizuję zaplecze naukowo eksperckie – Instytut Ekonomiczny, by nasz bank centralny był cenionym autorytetem w zakresie analiz i badań ekonomicznych w odniesieniu do Polski i Europy Środkowo-Wschodniej. Narodowy Bank Polski pod moim kierownictwem ma poważny udział w tworzeniu sieci stabilności systemu finansowego w Polsce, bo funkcja banku centralnego w skali makro to właśnie bezpieczeństwo systemu finansowego i takie prowadzenie polityki pieniężnej, by utrzymać inflację w ryzach.

 

 

MIKROAMAZONIA

 

Co Pana motywuje do pracy?

To, że pracuję dla Polski. Wychowałem się w tradycyjnej śląskiej rodzinie, w której takie motywacje były ważne. Pradziadek czynnie brał udział w powstaniach śląskich. Dziadek, prawnik, posiadał wyjątkowo obszerny księgozbiór, który był inspiracją intelektualną dla całej rodziny. Przeszedłem twardą szkołę życia, ale na Śląsku było to normą. Rodzice byli dla mnie wyrozumiali, kiedy zajmowałem się działalnością opozycyjną. Jednak bardzo to przeżywali, zwłaszcza matka, która przeszła poważny zawał w stanie wojennym i stanowczo za wcześnie umarła.

 

Miał Pan ulubioną zabawkę w dzieciństwie?

Pamiętam, jak ojciec kupił mi kolejkę. Rodzice starali się zawsze nam dogodzić. Jednak najlepiej wspominam dzieciństwo od momentu, kiedy zacząłem czytać. W trzeciej klasie szkoły podstawowej przeczytałem Pana Tadeusza. Nauczycielka nie uwierzyła, uważała, że zmyślam, co mnie bardzo dotknęło. Potem jeszcze wielokrotnie wracałem do lektury poematu Mickiewicza, znałem doskonale treść. W szkole średniej, w pierwszym tygodniu nauki, odbywał się konkurs wiedzy o Panu Tadeuszu zorganizowany przez najbardziej wymagającą polonistkę, jaką można sobie wyobrazić. I zająłem pierwsze miejsce. Miałem z tego powodu fory aż do matury.

 

Jakich ma Pan ulubionych bohaterów?

Dla mnie bohaterem jest z pewnością Marszałek Józef Piłsudski, za oddanie dla Polski, bezinteresowność i skromność. Podziwiam Alana Greenspana, którego miałem okazję poznać podczas praktyk w Kongresie Stanów Zjednoczonych, ale nie mogę się na nim w pełni wzorować, ponieważ działamy w całkowicie odmiennych warunkach.

 

Czy z powodu Piłsudskiego jeździ Pan konno?

Konie były moją pasją od czasów studenckich. Ostatnio znowu staram się znaleźć dla nich czas. Jeździectwo jest także pasją mojej córki, która ostatnio swoją zdecydowaną i nieustępliwą postawą uratowała źrebaka sprzedanego do rzeźni tylko z powodu drobnej przepukliny. Koń jest już po operacji. Na razie jest za młody pod siodło. Uczy się więc chodzić na lonży.

 

Skoro na konie brak czasu, to jak Pan wypoczywa?

Nie bardzo mogę sobie pozwolić na pasywny wypoczynek, bo mam trójkę dzieci i chcę im poświęcić jak najwięcej czasu. Synowie są w takim wieku, że potrzebują rozmów z ojcem, a skoro wychodzę, kiedy jeszcze śpią, to przynajmniej staram się wrócić do domu zanim zasną. Niestety, często to oni, czekając na mnie, kładą się później. Starszy syn to typ intelektualisty, interesuje się historią Ziemi, lubi dyskutować o dinozaurach. Młodszy to żywe srebro i znakomicie rysuje. Moment, w którym otwieram drzwi i chłopcy rzucają się na mnie z okrzykiem Tatuś!, jest balsamem na największe nawet przykrości dnia. Ogromną podporą jest dla mnie także żona.

 

A jakie ma Pan marzenia?

Chciałbym kiedyś pojechać do Amazonii. W młodości pasjonowałem się książkami Arkadego Fiedlera i Tomkami Szklarskiego. Coś z tego pozostało. Stąd mój biotop – akwarium długie na 165 cm, ponad 600-litrowe, a w nim ryby i rośliny, wszystkie z dorzecza Amazonki. Najbardziej lubię pełne godności i powagi skalary, altumy i czerwonogrzbietowe. W specjalnie nawadnianej wielkiej donicy hoduję też rośliny z tamtego rejonu świata.Mogę więc powiedzieć, że na razie moje marzenie spełniło się w skali mikro. Podróż życia jest ciągle jeszcze przede mną.

 

Szukaj
Logowanie

Raport
Raport z ostatnich badań sponsoringu kultury i sztuki opracowany przez Fundację COMMITMENT TO EUROPE arts & business - kto sponsoruje? co sponsoruje? dlaczego sponsoruje?jak postrzegany jest sponsoring?
więcej »
Ankieta
Najważniejszym efektem współpracy biznesu i kultury jest

rozwój kultury i sztuki polskiej
0%

wzrost kreatywności pracowników biznesu
0%

wzrost przedsiębiorczości instytucji kultury
0%

zwiększenie dostępności kultury i sztuki społeczeństwu
 100%

współpraca ta nie przynosi większych efektów
0%


Copyright 2003-2010 COMMITMENT TO EUROPE arts & businessDeveloped by 305 Studio